
dodaj zgarnijpremie.pl do preferowanych źródeł w Google
Zapowiedzi rządowe dotyczące podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł nabierają realnych kształtów. Z analiz przeprowadzonych przez doradców podatkowych z Grant Thornton wynika, że największą korzyść kwotową odnotują osoby, których miesięczne wynagrodzenie przekracza 6 100 zł brutto.
Dla tej grupy pracowników pensja na rękę wzrośnie z obecnych 4 488 zł do 4 788 zł. W skali całego roku daje to dokładnie 3 600 zł ekstra w domowym budżecie.
Jak wygląda przewidywany wzrost wypłaty netto w zależności od zarobków?
💡Uwaga!
Kwota wolna zwalnia wyłącznie z podatku dochodowego PIT. Nie zwalnia natomiast z obowiązkowych składek na ubezpieczenia społeczne oraz składki zdrowotnej!
Osoby zarabiające poniżej kwoty 6 100 zł brutto po wprowadzeniu zmian w ogóle nie zapłacą podatku dochodowego. Ich roczny dochód w całości zmieści się w nowej kwocie wolnej. Czy to oznacza zerowe potrącenia z pensji? Niestety nie.
Co miesiąc z Twojej wypłaty nadal będzie potrącana składka zdrowotna oraz ZUS, które łącznie pochłoną od 770 zł do 1 070 zł. W efekcie procentowy wzrost pensji u osób z niższymi dochodami będzie mniej widoczny niż u średnio zarabiających.
Choć mogłoby się wydawać, że wyższa kwota wolna automatycznie premiuje najbogatszych, wyliczenia pokazują inną prawidłowość. W przypadku pensji rzędu 20-30 tys. zł brutto procentowy zysk z reformy jest znikomy i wynosi zaledwie około 1 punktu procentowego.
Wszystko przez stale rosnący limit rocznej podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych (tzw. 30-krotność). W 2026 roku limit ten wzrósł do 282 600 zł, co sprawia, że wyższa składka ZUS zabierze przeważającą część korzyści wypracowanych przez wyższą kwotę wolną.
Przedstawiony przez przedstawicieli koalicji harmonogram zakłada stopniowe dochodzenie do progu 60 tys. zł. Oznacza to, że podwyżka kwoty wolnej może zostać rozłożona na dwa lub trzy etapy, a pierwsze zmiany na kontach bankowych odczujemy stopniowo w kolejnych okresach rozliczeniowych. Kluczowe pytanie brzmi teraz: czy budżet państwa wytrzyma ten krok już w nadchodzącym roku podatkowym, czy też na pełne 300 zł premii co miesiąc przyjdzie nam poczekać do końca kadencji?